How wonderful life is now you're in the world

Nie mógł mi dokopać w "4", więc odgrzebał ten wątek Niech będzie i tak, z tym że na jego nieszczęście przeczytałem te demokratyczne dywagacje (w wielu miejscach bardzo trafnie podsumowane!), zakończone spiżową frazą:

Integracja europejska pozostaje ważnym polskim priorytetem geopolitycznym, więc nie powinno budować się polskiej tożsamości w zbyt jednostronnej opozycji do Europy Zachodniej, pamiętając o płynących przede wszystkim z kultury europejskiej inspiracjach ustroju politycznego I Rzeczpospolitej.

Tak się składa, że mój stosunek do tej komunistycznej jaczejki, określanej przez tak zwanych oszołomów mianem "drugiej komuny", lub też "IV Rzeszy Niemieckiej", jest jasny i wyłożony choćby w moim podpisie.

Co najciekawsze, sarmatczyzna zakończyła się rozbiorem państwa na własne życzenie szlachty i, jak widać, neosarmaci reprezentują dokładnie ten sam nurt myślowy. To znaczy, że nie ma mowy o w pełni samodzielnym, niepodległym państwie polskim, a jedyne jego jakimś kadłubku, wcielonym do Niemiec i Rosji (pamiętajmy, że spory kawałek Polski ciągle należy do Białorusi i Ukrainy, a więc de facto do Rosji). Zresztą od pierszego grudnia to już bez znaczenia...

Aquiller napisał/a:Czemu Rosja miałaby przestać istnieć w wyniku takiego 'tworu'?

Z prostej przyczyny-Rosja swoją siłę w pózniejszym okresie opierała na wojskach kozackich i Ukrainie jako bazie wypadowej ale także spichlerzowi pełnemu żarcia.
Bez Ukrainy nie miała by możliwości dalszego scalania tzw. ziem ruskich co było głównym argumentem toczonych wojen z Polską ,Litwą czy nawet Szwecją.
Magnaci kresowi z pewnością wykorzystaliby moment i po kawałku pociachali Rosję w talarki.

Co do szlachty i generalnie słabości ustroju Rzeczpospolitej w pełni się zgadzam ale świadomie napisałem o tym że jedyną alternatywą jaka wtedy się wytworzyła była zmiana ustroju nawet siłowa[do tego potrzebna była armia a takową by król posiadał po scaleniu z Ukrainą bo kozacy pełnili taką role w Rosji to czemu w Polsce miało by być innaczej...]
A co do husarii to na szerokich i wielkich połaciach wschodnich nie miała ona żadnej alternatywy-to były takie współczesne wojska pancerne czyli czołgi-w dużej masie nie do zatrzymania[jedyna szkoda to to że mało liczne jak na tak wielkie obszary-ale przy wprowadzeniu najskuteczniejszego na tamte czasy ustroju [ala Francja] i zaczątków armii regularnej możliwe było zbudowanie niebywałej potęgi na bazie trzech państw które taką Rzeczpospolitą miałyby tworzyć... ].
Nie bez znaczenia jest tu fakt że ówcześnie Rzesza niemiecka była zlepkiem kilkudziesięciu a może więcej księstw i nie stanowiła żadnej siły na zachodzie-dopiero Prusy jak wiemy zjednoczyły Niemcy w 18 wieku-ale wtedy by po prostu już nie istniały...

Oczywiście można zrobić powstanie Rzeczpospolitej - są przecież podobne eventy dla Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii. Więc jestem jak najbardziej na tak. Ogólnie jednak moje eventy są tylko częściowo historyczne: mogą się zdarzyć każdemu państwu z ustrojem republika szlachecka, ale sam system wydarzeń wzorowany jest na tym co się działo w Polsce. Dla monarchii absolutnej oparłbym się na Francji, dla konstytucyjnej na Wielkiej Brytanii, dla despotycznej np na Turcji itp.


Dziś dopiero zainstalowałem sobie NA/IN, także nie wiem czy lepiej jest ustawiać władców normalnych czy historycznych. Bo nie widzi mi się żeby w Rzeczypospolitej królował KSIĄŻĘ, jak to w cudownym ustroju demokracji szlacheckiej jest...


Stąd też moje pytanie:
Jeżeli ustawię władców historycznych, czy mariaże, wojny sukcesyjne i dziedziczenie będzie się odbywać tak jak było w historycznej rzeczywistości, czy nie będą się odbywać w ogóle?
Jakby w grze wszystko było jak w "historycznej rzeczywistości " to po cóż był było grać? Wiadomo kto będzie rządził, wiadomo kto wygra wojny, wiadomo, że będą rozbiory itd............................................... ............................

PS.1 Odpowiedzią na twoje pytanie jest -"tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono"
Ustaw najpierw tak, a później tak zobacz jak ci bardziej odpowiada.

PS.2 Panowie admini i moderzy macie cierpliwość aniołów:rotfl:

Postanowiłem trochę zweryfikować swoje opinie na temat Wazów, trafiając ostatnio na książkę Stefanii Ochman-Staniszewskiej "Dynastia Wazów w Polsce", Warszawa 2006.

Odnośnie autorytetu monarchy z tego co pisze autorka było jednak zupełnie inaczej niż sądziłem. Wazowie, a zwłaszcza Zygmunt III cieszyli się dużym autorytetem, także w Sejmie. Okresowo podważały go pojedyncze wydarzenia. W przypadku Zygmunta III były to ujawnione w początkach jego panowania plany ucieczki do Szwecji i przekazania korony jednemu z Habsburgów tzn. ułatwienia mu elekcji (bo tylko o takim "przekazaniu" mogła być w naszym ówczesnym ustroju mowa). Drugim takim podważającym autorytet króla zdarzeniem był rokosz 1607 roku. Jednak, jak pisze autorka, w drugim okresie panowania, gdy Zygmunt zrezygnował z dalej idących zapędów absolutystycznych, jego autorytet wśród szlachty i na Sejmie był ogromny. W przypadku kolejnych Wazów, Władysława IV i Jana Kazimierza było trochę słabiej, ale mimo to można uznać, że ich autorytet, przynajmniej w początkach panowania był wysoki. Władysław IV zdołał go względnie utrzymać, za to Jan Kazimierz z wiadomych względów nie za bardzo. Okolicznością podważającą jego pozycję wśród szlachty było przede wszystkim opuszczenie kraju. Pod koniec panowania wypowiadając się w izbie poselskiej któl musiał przekrzykiwać posłów, jak też spotykał się z bardzo śmiałymi mowami, co było nie do pomyślenia za jego poprzedników. To też mogło go skłanić do abdykacji. Ogólnie jednak autorytet królewski stał wśród szlachty wysoko, autorka przytacza między innymi listy wielkich magnatów do swoich synów, w którym poczuają ich oni by o królu polskim, ich dobrodzieju, nigdy nie mówili źle. Listy w tym tonie można spotkać także wśród magantów będących przeciwnikami króla. Niewątpliwie czynnikiem istotnym było tu jeszcze ogólne obniżanie się kultury politycznej w Rzeczypospolitej, co w tej kwestii także jest widoczne. Sejmy za Jana Kazimierza goszczą już coraz częsciej posłów-pijaków, którym zdarza się wykrzykiwać w obecności króla niezbyt cenzuralne słowa.

Na koniec przytoczę opinię o królu Zygmuncie III znanego historyka Wł. Konopczyńskiego (z książki "Dzieje Polski nowożytej", t. I Warszawa 1986, s. 196, którą cytuje autorka): "Zygmunt III, wychowany w konstytucyjnej (jak na owe czasy Szwecji), nie był - podobnie jak Batory - królem malowanym ani też nie brzydził się sejmowaniem. Za niczyjego panowania nie zjeżdżały się sejmy tyle razy i tak często; co ważniejsza nigdy z tak obfitym rezultatem. Co najważniejsza, ten okrzyczany absolutysta widział jasno potrzebę uzdrowienia sejmów i sprawę tę w licznych poruszał uniwersałach."

Rzeczpospolita nie była zbyt tolerancyjna szczególnie po Potopie. Czasy spokojnego życia innowierców i innych narodów skończyły się w 17 wieku i nie ma to żadnego związku z tym czy szlachta umiała postawić się ponad podziałami czy nie. Szlachta mówiąc kolokwialnie rozbestwiła się, utopiła we własnym bogactwie, a potem by utrzymać tyle majętności ile się da - zaprzedała się rodom magnackim, które zaprzedały się krajom ościennym. Elekcja to najgorszy możliwy wybór jeżeli nie posiada się społeczeństwa obywatelskiego i świadomego. Rzeczpospolita potrzebowała rządów "twardej ręki" i trudnych reform (trzeba było się liczyć z rokoszami), a nie ciągłych dyskusji, przywilejów itp.
Tolerancja z punktu widzenia człowieka żyjącego w naszych czasach jest fajna i w ogóle, ale co tak naprawdę to dało Rzeczypospolitej? I czy była tak tolerancyjna jak się próbuje nam wmówić? Oczywiście, że nie. Na pewno bardziej tolerancyjna niż inne kraje, ale tylko do 17 wieku potem szlachta miała tolerancję głęboko. Ważne było zbicie jak największego majątku i własne interesy. Co powodowało, że wygrywał elekcję ten, który był w stanie zmienić jak najmniej, który był jak najbardziej podatny na manipulację. W sumie "dobre elekcje" po Jagiellonach to może Batory (Po wpadce z Walezym do szlachty na chwilę dotarło, że jednak przyda się ktoś silny i ktoś mniej więcej znający warunki)i Leszczyński (ale ten już był wybrany po interwencji ościennego państwa, niemniej jak pokazał potem w Lotaryngii - byłby dobrym królem), a i to z zastrzeżeniami. Tymczasem państwa z normalnym ustrojem nie miały takich problemów, a na pewno nie ciągle przez kilkaset lat. Lepsze już wojny domowe i religijne, bo one w ostatecznym rozrachunku okazały się mniej szkodliwe niż rzezie, których zaznała Polska od Powstania Chmielnickiego, poprzez Potop, a na wojnie Północnej i rozbiorach kończąc. Silna, centralna władza nigdy by nie dopuściła żeby tak duże państwo miało tak małą armię.