How wonderful life is now you're in the world

Ja mam całkiem podobny w kuchni do Twojego. Ostatnio zakupiony na esmebel.pl. Bukowy prosty, ładny i funkcjonalny. Z tym, ze mój od kilku dni ma granatowy kolor i jestem z niego dymna, bo z błękitnymi stołkami komponuje się doskonale i na tle kremowych ścian mojej kuchni. Strasznie lubie tam przebywać odkąd ja wyremontowałam i zaczęła przypominać kuchnie

Witam witam
Danuśka strony to się na nas zamykają w trosce o zdrowie, nasze oczywiście a nie stron, bo nie zawsze czytanie i pisanie wzbogaca wewnętrznie jak pokazuje życie.
a teraz teatr/kino - nie lubię chodzić z kimś, ta druga osoba przeszkadza mi. Ja po wyjściu nie umiem sie "dzielić" swoimi wrażeniami. Muszą one we mnie dojrzeć a to wymaga jednak odrobiny czasu, przeszkadza mi wychodzenie w trakcie przerwy. Staram się miec bilet w takim miejscu, żeby nikt mi nie przeszkadzał, nie kręcił się. No luksusem byłby fakt, fdybym była sama na widowni ale to może byc lekko krępujece dla artystów.
Wklejaj tego rekina i nie migaj się figurką (podoba mi się)

oj zyję Trzynastko, oj zyję - nawet zaczynam wykazywać zwiększoną jak na tę porę roku aktywność życiową a to znak, że wiosna tuż tuż.
Jak widzę dyskusja o AO jak tak samo interesująca jak mecz - a ja tam lubię kibicować słabszym. Oczywiście lepszy powinien wygrać ale czy zawsze wygrywa lepszy? a sędziowie?

Emcia to dawaj ten SOK - co to już porządki w ogrodzie? bez przesady trzeba odpocząć po zimie. Jak usłyszałam w Polsce zamiast świstaka kogut a właściwie długość jego piania zwiastuje nadejście szybkie lub nie wiosny - tylko gdzie ja znajdę koguta.
Taaak masz rację gdzie te "plecy" w albumach "moich wystawowych stópek nie było a były piękne. W dużym formacie te zdjęcia są na prawdę rewelacyjne - w komputerze nie ma tego czegoś.

Marysiu mnie już minął szał kolorów. Kiedyś wymyśliłam sobie kuchnię granatowo / czerwoną z białymi elementami, tzn ściany miały być granatowe, sufit biały również okno i firanki a meble w czerwieni. Były to niestety lata 80 i był duzy problem z właściwym granatem po 105 malowaniu był kolor bardziej niebieski niż granatowy i koncepcja runęła. Chciałam też mieć czarny sufit w pokoju a cała reszta biała - ten pomysł nie przeszedł w domowym referendum. Dzisiaj mam wszystko prawie na biało.

uff powinnam zapytac "jak minął dzień" ale przeciez nie wszędzie minął - wszystkich pozdrawiam i jak jutro pójdę do kina i na spotkanie to napiszę coś może o tym, ale czy pójdę?

Izanno dopiero jak wysłałam to zauważyłam kuchnię - moze być taka kuchnia jest super zwłaszcza piekne te firanki w oknie - co aktualnie gotujecie?
zawsze wiedziałam, że uczyć trzeba się od dzieci - uściskaj Cz.K.

W niedziele rano wyprowadzilam sie z mieszkania, ktore mi p.Angel przydzielila po przyjezdzie do Chengdu i przenioslam sie do Sim's Cosy GH. I wcale nie bylo mi zal choc samo mieszkanie nie bylo zle a jak na warunki chinskie to wrecz luksusowe. Uniwersytet i mieszkania znajduja sie w polnocno wschodniej czesci miasta (jest tu wielki plac budowy, to tak jak Ursynow 20 lat temu) i do centrum Chengdu jedzie sie dobra godzine. Korki sa straszne a metro dopiero jest w budowie.

Wszyscy tu pracujacy nauczyciele, a jest ich 16 dostali takie same mieszkania w bloku 17 pietrowym z winda. Moje mieszkanie znajdowalo sie na 1 pietrze bylo wiec troche ciemne. Skladalo sie z 2 pokoi, lazienki, malenkiej kuchni i balkonu. Sciany byly zagipsowane, bowiem po trzesieniu ziemi powstaly rysy i nikt nie wpadl na pomysl, aby je pomalowac. Mialam to zrobic sama ale kiedy sie dowiedzialam, ze nie bede zatrudniona w tejze szkole to sobie odpuscilam.
Po kilku dniach zaczela tez lac sie woda spod wc i smiac mi sie chcialo gdy sobie przypomnialam dziure na muszli zaklejona plastrem w Babu.

Na balkonie stala pralka, taka frania z wyrzymaczka i trzeba sie byla troche napracowac przy praniu.
Waz od pralki byl luzny i wypadal z odplywu (musialam odsuwac pralke za kazdym praniem) a co za tym idzie woda lala sie na posadzke. Obok zajdowal sie taki roboczy zlew i z niego woda tez lala sie na posadzke, bo waz byl zepsuty ale Juan mi powiedzial, ze to tak ma byc.
I juz z tym nie walczylam wiedzac, ze tu nie zostane.

Kuchnia byla tak mala, ze przygotowanie posilku bylo nie lada wyczynem - z deska do krojenia na zlewie, wiec tylko raz cos zrobilam a w czasie smazenia okazalo sie, ze z woka odchodzi farba.
A zreszta caly sprzet w tym mieszkaniu to straszne badziewie. Wszystko co najtansze i najgorsze.

Najlepsza ze wszystkich pomieszczen chyba byla sypialnia z wyjatkiem komarow i chrapiacej przez cala noc nade mna baby i szurajacej kapciami o 2ej w nocy ( ja niestety wszystko slysze i gdy sie wybudze to nie moge usnac). Zastalam nowe, szerokie lozko z szafka nocna, 2 zmiany poscieli (u niektorych byly tylko szczatki), cienka koldre i koc ( ale na zime to i tak za malo), szafe 2 drzwiowa i biurko z mnostwem kluczykow ( to bardzo wazne dla Chinczykow, by moc pozamykac szafki i szuflady, lazienke, kuchnie choc nie wiem w jakim celu). No i klimatyzacja. A w oknie zaslony granatowe.
Ale zadnego przedluzacza, lampki nocnej, wieszaka itd.

A w pokoju goscinnym: szklany stol, 2 krzesla, sofa, telewizor, szafka na talerze z bardzo "praktycznymi" drzwiami z siatki (chyba przeciw komarom), wiec ciagle sie tam kurzylo, stojak z woda do picia, szafka z mikrofalowka i lodowka.

W innych mieszkaniach,ktore mialam okazje zobaczyc bylo wiecej sprzetow i drobiazgow, ale to zawsze zalezy od nauczycieli, ktorzy mieszkaja poprzednio i co pozostawia.

A najbardziej nie podobalao mi sie to, ze aby dostac sie na uniwersytet trzeba bylo przejsc przez tereny 2 szkol (podstawowki i liceum) a na skroty i trzech, podlaczonych do tego uniwersytetu i noca brama byla juz zamknieta o 23.30 a rano otwarta dopiero o 6.30. Oczywiscie przy kazdej bramie straznicy, rowniez i przy budynku w ktorym mieszkalam. Mozna bylo jechac dookola (oczywiscie na rowerze, bo tylko tak sie tam poruszalam) ale po ciemku, po bardzo ruchliwej jezdni bylo to chyba z 5 km dalej i bardzo nieprzyjemnie.

I druga bardzo wazna sprawa. Mieszkajac z dala od studentow wcale nie ma sie z nimi bezposredniego kontaktu a przeciez ja bedac tu che byc z nimi nie tylko na lekcjach ale tez i uczestniczyc niejako w ich zycu.

I w koncu znalazlam prace, nie przez agencje (to wszystko co mi agencje oferowaly jakos mi nie pasowalo a najczesciej byly to gimnazja) ale przez google. Jest to college dla nauczycieli w malym miasteczku, w Yunnanie.
Pojechalam tam w poniedzialek (jest to 10h jazdy pociagiem z Chengdu na trasie do Kunmingu) aby omowic warunki i zostalam przyjeta, na razie na jeden semestr. Najwazniejsze, ze sprawa wizy zostala rozwiazana. Warunki finansowe sa inne niz w Chengdu ale i zycie tam bedzie duzo tansze, pewnie takie jak w Babu.

Dzis przyjechalam z powrotem do Chengdu, prace zaczynam od poniedzialku, pobede wiec tu jeszcze 2 dni i w piatek wyrusze w moja ( jak na razie) ostatnia podroz do Zhaotong z calym moim bagazem.